O Fin-fictionBohaterowieAutorkaFin-artLinki
A księgi gości nie ma. Zapadła się pod ziemię razem z Mattim...



odcinek dwudziesty dziewiąty • KINDER NIESPODZIANKA

Na początek chciałabym podziękować wszystkim, który trzymali za mnie kciuki w grudniu – z miną Boskiego Havu i CAE zdanym na A mogę powiedzieć maturze z angielskiego, że mi nie podskoczy.
Teraz zaś tym bardziej proszę wszystkich Was o trzymanie kciuków – przynajmniej do maja, żebym przeżyła, nauczyła się czegoś i zdała. Chociaż mile byłoby widziane aż do lipca...
W związku z tymi edukacyjnymi przyjemnościami z góry uprzedzam, że teraz odcinki mogą się ukazywać nieco rzadziej. Ale będą, z pewnością będą – po zakończeniu części czwartej owszem, planuję krótką przerwę, z pewnością jednak nie pozostawię Was z niczym. Mam w zanadrzu przynajmniej jedną uroczą bajkobzdurkę, którą niedawno nadesłała mi Mestari, albo nawet i więcej (kto by pomyślał, że doczekamy się fan-Fin-Ficków? :D), a także parę innych niespodzianek.
Tymczasem zapraszam do lektury.

***

Dlaczego ciągle tak musiało być? Ledwie Ahonen powziął żelazne postanowienie, że koniec z niańczeniem kumpli z kadry, od razu jeden z nich musiał wpaść w jakieś kłopoty i lecieć do niego po pomoc...
Tym razem, o dziwo, był to Vellu – mało stabilny psychicznie, ale jak dotąd jednak niesprawiający nikomu problemów. Wpadł do ich pokoju, blady jak papier i z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Sprawiał wrażenie, jakby zaraz miał zacząć krzyczeć – jednak zamiast tego tylko patrzył z niemym strachem to na Aho, to na Hannu, którym przerwał właśnie pakowanie.
Na chwilę zapadła pełna konsternacji cisza, w której słychać było jedynie szczęk zębów Veliego.
Aho ciężko westchnął w duchu. Czy naprawdę wszyscy fińscy skoczkowie musieli wariować, jeden po drugim?
- O co chodzi? – zapytał znużonym, zrezygnowanym głosem.
Vellu poruszył parę razy nieruchomo ustami, jednak przez dłuższą chwilę nie wydobył z siebie ani słowa.
- Ja... ja... – zaczął się jąkać – więc... o nic! O nic, zupełnie!
- Jeżeli o nic, to wracaj, skąd przyszedłeś – odparł spokojnie Janne.
Gdzieś w głębi duszy był jednak nieco zaskoczony. Vellu miałby zupełnie poważnie odstawić taką scenę, a potem oznajmić, że to głupi żart? Nie, przecież to było zupełnie nie w jego stylu, tak potrafiłby się zachować najwyżej Ville...
- Nie mogę! – wydusił z siebie Vellu. – La... nie wolno mi!
- A to dlaczego? – zapytał Aho, posyłając mu spojrzenie I-will-kill-you-znienacka¬. Jeżeli Vellu zachowywał się tak dziwnie, to mógłby chociaż podać powód swojej histerii, a nie zawracać innym głowę bez sensu.
- Bo... bo... – zaczął niepewnie Veli-Matti – bo...
- Bo co?
- Bo Arttu nie może się dowiedzieć! – wypalił Vellu, patrząc ze strachem na Hannu. – A ty z nim współpracujesz!
Najmłodszy z Hautamaekich wykonał coś pomiędzy grymasem a ponurym uśmiechem.
- Tak, chciałbyś – odburknął. – Nie pamiętasz, że nie rozmawiamy ze sobą od czasu Vikersund?
Oczywiście, nie żeby się to Hannu podobało, ale musiał trzymać się narzuconych mu reguł. Kosztowało go to sporo poświęcenia – ile by dał, żeby powiedzieć Arttu wszystko i razem z nim rozprawić się ze żmiją Verenimiją! A tymczasem wciąż musiał udawać obrażonego, zaś po starszym bracie i jego demonicznej sympatii od wczoraj nie było ani śladu... Co się mogło z nimi stać? Nie miał pojęcia, Ahonen nie powiedział mu ani słowa, jakie teraz były relacje pomiędzy nimi, w dodatku odradzał wszelkie próby antywampirzej interwencji. Hannu mógł tylko pozostać biernym obserwatorem i obawiać się, czy już nie doszło do najgorszego...
- Aaa... no tak, w sumie tak – wybąknął Vellu, jakby z lekką ulgą. – To... to... a obiecacie, że o niczym nie powiecie Arttu? Bo inaczej on mnie zabije!
Janne i Hannu popatrzyli po sobie ze zdziwieniem, po czym zgodnie pokręcili głowami, że nie powiedzą.
- Ale kto cię niby zabije? – zapytał Aho.
Vellu obrócił się i zaczął się cofać wgłąb pokoju, nie spuszczając oczu z drzwi – zupełnie jakby czyhało za nimi stado dzikich bestii. Dopiero kiedy znalazł się na wysokości Aho i Hannu, odezwał się szeptem:
- Lars Bystoel...
Janne bardzo trudno było ukryć zaskoczenie. Bystoel? Jakiś kolejny problematyczny?
- Co z nim, groził ci po pijanemu? – zapytał Hannu.
- Jeśli tak, to idź do Kojonkoskiego, nie do nas – orzekł szybko Janne. – To Norweg, więc niech kadra norweska się nim zajmie.
Veli-Matti energicznie pokręcił głową.
- Nie, nie! – zawołał. – On mi na trzeźwo groził! Bo to... to... to...
- To co? – zniecierpliwił się Hannu.
- TO WAMPIR! – wykrzyknął Vellu, zaciskając powieki i wykrzywiając twarz w wyrazie przerażenia. – Taki prawdziwy, musicie mi uwierzyć! Arttu miał rację, wampiry istnieją! A co najgorsze...
Veli popatrzył ze strachem na Janne i stłumionym głosem oznajmił:
- Ha... Harri też jest wam... wampirem.
Hannu prychnął, rozbawiony i zawiedziony równocześnie. Po takim wejściu Veliego oczekiwał ciekawszych rewelacji.
- Przecież to żadna nowość... – odparł.
Widząc narastający szok na twarzy Vellu, Janne spiorunował wzrokiem najmłodszego z Hautamaekich.
- Spokojnie – odezwał się tonem nieuznającym sprzeciwu. – Tylko spokojnie, zaraz wszystko sobie wyjaśnimy. Vellu, na razie usiądź sobie tu gdzieś. Hannu, ty leć do Tamiego Kiuru. On jest zawsze przygotowany na wszystko, więc powinien mieć jakąś herbatę z melisą. Albo Jussiego w pigułce.
Terminem „Jussi w pigułce” zostały przez kadrę fińską określone leki uspokajające, jakimi najstarszy z Hautamaekich był potajemnie faszerowany zeszłego lata.
Hannu był dość zaskoczony tym poleceniem, ale posłusznie skinął głową i wyszedł z pokoju.

Janne przyglądał się uważnie Veli-Mattiemu skulonemu na fotelu, zastanawiając się, jakie działanie wobec niego przedsięwziąć. Chyba nie miało sensu przekonywanie go, że to, o czym właśnie się przekonał, było tylko złudzeniem. Vellu nigdy wcześniej nie wierzył w zjawiska paranormalne, więc musiał doświadczyć prawdziwego i pełnego szoku, aby tak szybko zmienić zdanie... Próba wyperswadowania takiego czegoś mijała się z celem. Należało przyjąć jego wersję wydarzeń: jeżeli miał stuprocentową pewność, że Harri i Lars są wampirami, a co do tego pierwszego wątpliwości nie miał także sam Aho, należało przyjąć, że tak właśnie jest.
Co więc należało zrobić? Właściwie nie było wyboru. Vellu, tak jak już zdecydowana większość kadry, musiał zostać rzeczowo uświadomiony, jak się naprawdę w ich drużynie sprawy miały.
Najpierw jednak powinien sam wszystko wyjaśnić, aby można było do czegoś się odnieść.
- Powiedziałbyś mi teraz na spokojnie, jak to było z tym Harrim i Larsem? – zapytał uprzejmie, lecz stanowczo Janne.
Veli-Matti popatrzył na niego z przejęciem.
- Ale Hannu coś mówił, że...
- Mniejsza o to, co mówił Hannu. Chcę poznać twoją wersję.
Vellu wbił wzrok w podłogę, wzdychając ciężko.
- Więc... – zaczął markotnym głosem. – Bo to jest tak, że ja mam zawsze pecha! Nikt mnie nie lubi i to właśnie mi muszą się zdarzać takie rzeczy! Ja po prostu nie wiem, dlaczego właśnie ja...
Janne nie przerywał mu, szlifując kamienną cierpliwość. Jak już Veli musi, to niech się wygada – byleby w końcu przeszedł do meritum...
- Najpierw trener mnie ochrzanił, że Harriego nie było na śniadaniu, a to przecież nie moja wina! – poskarżył się Vellu. – Bo Harri cały czas spał, przynajmniej mi się tak wydawało... bo chyba wcale nie spał! Wyglądał okropnie! Jak mumia! I miał kły!
Aho przetrawiał te rewelacje w milczeniu. Musiał przyznać, że sam nie do końca je rozumiał. Harri wyglądał jak mumia z kłami? Jaka mumia? O co mogło tu chodzić?
- Chciałem pobiec po pomoc – kontynuował Vellu. – Tylko że... na korytarzu natknąłem się na Larsa. I on mi powiedział, że... że sam też jest wampirem i zaczął mi grozić, że jak powiem o tym Arttu to mnie zabije. I... i sam poszedł do Harriego, a mi kazał się wynosić. I nie wracać, dopóki on stamtąd nie wyjdzie...
Zanim Janne zdążył poważniej zastanowić się nad sensem słów Veliego, jego uwaga została nagle odciągnięta w całkowicie inną stronę. Oto drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem, a pokazał się w nich nie kto inny, jak rozwścieczony Bjoern Einar Romoeren. Ciekawym faktem było to, że stał w szortach i na boso, pomiędzy palce u stóp miał powtykane ruloniki z gazety, zaś do jednej, częściowo świeżo wydepilowanej łydki wciąż miał przyklejony plaster z woskiem.
- Wielki Mruku, co to ma być!? – zawołał, wyraźnie zirytowany. – Ja się domagam wyjaśnień!
Janne zlustrował go od stóp do głów, powstrzymując zdziwienie.
- Ja też, bo nie wiem, o co ci chodzi – odparł. – Chyba Ville nie podłożył ci wosku do nart? Ja nic o tym nie wiem, w każdym razie.
Ber ze zniecierpliwieniem wywrócił oczami.
- Nie, oczywiście, że nie! – oznajmił. – Ja chcę wiedzieć, co wy zrobiliście z naszym Larsem!
- Waszym Larsem? – Aho znowu nie był w stanie ukryć zaskoczenia.
- Eee... Bjoern... – wybąknął nieśmiało Vellu – po co ci ta gazeta między palcami?
Romoeren popatrzył na niego z jawną dezaprobatą.
- W przeciwieństwie do niektórych, ja o siebie dbam, jak na prawdziwego mężczyznę przystało – odparł z wyższością. – I właśnie zabrałem się za depilowanie nóg, czekając, aż mi lakier na paznokciach u stóp wyschnie, kiedy Lars wrócił do pokoju! Cały czas śmiał się jak głupi, a przecież nie wypił nic od rana! Sfiksował totalnie i to przez waszego mięczaka Harriego!
- Zaraz, chwila, proszę o czas – przerwał mu Janne, nieznacznie marszcząc brwi. – Ustalmy, jak się ma ta sytuacja. Czyli Lars jest u ciebie w pokoju? Dopiero co tam przyszedł?
- Pewnie, że tak! – zawołał Ber. – I widzisz, do czego mnie to doprowadziło!? Wosk mi stygnie, jak ja teraz odkleję ten plaster?...
- Jeżeli jest u ciebie, to znaczy, że nie ma go już u Harriego... – myślał na głos Aho. – Vellu, czy Lars mówił, że jak sobie pójdzie, to już będziemy mogli wejść do waszego pokoju?
Veli-Matti niepewnie pokiwał głową.
- W takim razie, idziemy do niego – zadecydował Janne.
- Zaraz, a co z Larsem!? – upomniał się Ber. – Przecież to z naszym Larsem jest coś nie tak! To nim się trzeba zająć najpierw!
- Tylko że... – zaczął Janne.
Ber jednak już odwrócił się na pięcie i zdecydowanym krokiem wyszedł na korytarz. Janne i Vellu nie pozostało więc nic, jak dotrzymać mu kroku...

W pokoju Bjoerna zastali dość ciekawy widok. Na podłodze przy jednym z łóżek półleżał Lars Bystoel, lekko pozieleniały na twarzy. Wzrok miał dziwnie mętny, w szerokim, nieprzytomnym uśmiechu szczerzył swoje krzywe, pożółkłe zęby – jak Janne i Veli zauważyli ze zdziwieniem, wyróżniały się wśród nich dwa niewątpliwie wampirze kły. Lars rechotał po nosem, jakby zupełnie nieświadomy ich obecności. W ręce trzymał otwartą, do połowy opróżnioną butelkę Żubrówki.
- TY! – wydarł się na niego z wściekłością Ber. – Krwiopijaczyno! Kto ci pozwolił dobrać się do pamiątek!?
Lars parsknął donośnym śmiechem.
- Pamiąąątek! – powtórzył rzewnym, przeciągłym głosem. – Moja egzystencja legła w gruzach, a ty mi gadasz o pamiątkach! Ty...
Z ust Larsa posypał się słowotok po norwesku, najprawdopodobniej niecenzuralny. Zachowując kamienną twarz, Janne postanowił zdobyć się na odwagę i go przerwać.
- Posłuchaj – odezwał się spokojnie – a mógłbyś nam wyjaśnić, co się stało?
Lars uspokoił się nieco i obdarzył go rozbieganym spojrzeniem przekrwionych oczu.
- Co się stało!? – zawołał. – Ty powinieneś wiedzieć! Jesteś z nim w kadrze!
- Chyba jednak nie wiem – odparł Aho.
Lars ponownie parsknął śmiechem.
- No dobrze! – oznajmił. – Powiem w takim razie! Powiem, niech wszyscy to wiedzą! Niech napiszą w gazetach! Jazda po pijaku czy rozróba na imprezie to przy tym nic! Pikuś! Jeżeli za tamte rzeczy Kojo wyrzucał mnie z kadry, to ciekawe, co mnie czeka tym razem!
- Janne... – Aho usłyszał za plecami nieśmiały głos Vellu. – Czy ja mógłbym sobie stąd iść?...
- NIE! – zawołał Lars, który najwyraźniej wbrew zamierzeniom Veliego także usłyszał jego słowa. – Zostań! Ty też musisz wiedzieć! Słuchajcie wszyscy, śmiertelnicy marni, wampir Larsio ma coś do powiedzenia!
- Zamieniliśmy się w słuch już parę minut temu – mruknął z pewnym zniecierpliwieniem Aho.
- TO SŁUCHAJ! – krzyknął Lars, po czym pociągnął solidny łyk wódki. – JA... JESTEM OJCEM!
Bystoel zaczął tarzać się ze śmiechu – na całe szczęście, trzymając butelkę wódki w taki sposób, że jej cenna zawartość nie rozlała się na podłogę. Janne, Vellu i Bjoern spojrzeli po sobie z wielką konsternacją.
- Eee... w takim razie, moje gratulacje – mruknął Aho.
Mordował przy tym Bjoerna wzrokiem. Jeżeli tylko o to chodziło, to po co Ber ich tu ściągał!? Nawet jeśli to dziecko z wpadki z jakąś fanką, to przecież kadrze fińskiej nic do tego...
- Ale... ale on mówił coś o Harrim! – zawołał Bjoern w panice, kuląc się pod spojrzeniem I-will-kill-you-znienacka. – Przysięgam! Lars, mówiłeś o Harrim, prawda!?
- Jak... mógłbym... nie... mówić!? – wydusił z siebie Lars pomiędzy salwami śmiechu. – Przecież... to... Harri... jest... moim...
- To niemożliwe – stwierdził Aho. – Harri skończył właśnie dwadzieścia dwa lata. Pomiędzy wami jest tylko sześć lat różnicy wieku.
- A może o czymś nie wiemy i Harri jest matką dziecka?... – zasugerował Ber, uśmiechając się głupawo.
- Wampirze dziecko... TAK SIĘ MÓWI! – zawołał Lars. – To przeze mnie młody jest wampirem! Nie pojmują tego wasze zakute łby!?
Patrzył na nich teraz ze złością, szczerząc kły. Śmiertelni skoczkowie cofnęli się o krok – Janne z kamienną twarzą, Ber i Vellu z przerażeniem. Lars mierzył ich wściekłym wzrokiem, jednak już po chwili znów chichotał.
- A ja o tym nie wiedziałem! – oznajmił. – Nie miałem pojęcia! Wcale nie chciałem go zrobić wampirem! Wyszło mi tak przez przypadek! Rozumiecie to!? Harri to wampir z wpadki! Więc co się dziwić, że jest mięczakiem! Ale pić umie! Oj tak! Moja krew, moja krew!!! Mam wampirze dziecko, jestem potępiony!!!
Ahonenowi trudno było rozsądzić, czy Lars mówił prawdę, czy też były to pijackie brednie. Spróbował dopasować tę teorię do rzeczywistości i musiał stwierdzić, że pomimo absurdu pasowała całkiem nieźle: okoliczności przemiany Harriego rzeczywiście sprawiały wrażenie przypadkowych. I nic dziwnego, że żaden krwiopijca nigdy nie podał się za jego rodzica i nie zainteresował się jego losem, jeżeli Lars nie miał pojęcia o swoim dokonaniu aż do tej pory... Janne pamiętał też dobrze o szczególnej zdolności Harriego, czyli wchłanianiu alkoholu. Luc Aard nigdzie nie wspominał o niej w książce, Harri jako dobrze ułożony za życia nie mógł mieć tej cechy wrodzonej ludzko... Zwampirzenie go przez pijaczynę Larsa wiele by wyjaśniało.
- Wiecie co? – zapytał Bystoel. – Kiedyś obiecałem Harriemu, że jak znajdę tego kretyna, co go przemienił, spiorę go na kwaśne jabłko! I proszę, znalazłem!
Widząc, co Lars zamierzał zrobić, Bjoern rzucił się na niego z krzykiem.
- Nieee! – zawołał. – Jak już musisz dać czymś sobie w łeb, to nie naszą pamiątką!!!
Janne doszedł do wniosku, że chyba nastał właśnie najdogodniejszy moment na ulotnienie się z pokoju.
- Chodź, nic tu po nas – mruknął półgłosem do Vellu.
Tamten natychmiast przytaknął. Korzystając ze sprzeczki dwóch Norwegów, zachowując iście fińską ciszę i dyskrecję wyszli z pokoju.

Harri siedział nieruchomo w kucki, twarzą do ściany – dokładnie przed miejscem, w którym jeszcze chwilę temu znajdował się Lars. Szok był zdecydowanie zbyt eufemicznym wrażeniem na stan, w jakim obecnie się znalazł.
Czy Lars mógł mówić prawdę? Rozsądek kazałby się nad tym poważnie zastanowić... ale obecnie rozsądek miał mało co do gadania. Harri wydawało się, że coś się w nim obudziło. Nie potrafił określić dokładnie co... jakby przeczucie. I to przeczucie mówiło mu jasno:
Lars nie kłamał. Naprawdę łączyły ich ścisłe więzy krwi, tak ścisłe, że mieszanka tej krwi dała radę wyciągnąć z odmętów zapomnienia ich mroczną tajemnicę. Bystoel był jego wampirzym ojcem. Choćby nieświadomie i przypadkowo, skazał go na ten potępiony los.
Harri czuł, jak stopniowo narasta w nim złość. Albo raczej wściekłość. Jak Lars mógł mu to zrobić!? Jak mógł skazać go na tą okropną egzystencję!? Jak mógł zrobić z niego podobnego do siebie potwora!?
Znienawidził Larsa za to. Znienawidził całym sercem.
Nagle rozległo się ciche pukanie do drzwi. Harri zignorował je, zgrzytając zębami. Nawet nie spojrzał w stronę drzwi, gdy rozległ się odgłos naciskanej klamki i nieznacznego skrzypnięcia zawiasów.
- Harri?... – do jego uszu dobiegł cichy głos Ahonena. – Chcieliśmy sprawdzić, czy wszystko w porządku...
- To trochę poniewczasie to sprawdzacie – warknął ze złością Harri. – Trzeba było pół roku temu, póki jeszcze żyłem.
- Posłuchaj, wiemy, że zaistniała jakaś sprawa pomiędzy tobą a...
- NIE WYMAWIAJ PRZY MNIE JEGO IMIENIA! – krzyknął Harri, nadzwyczaj łatwo domyślając się, o kogo chodziło. – Nie wspominaj w ogóle o tym idiocie!
Wreszcie odwrócił głowę w stronę drzwi, wykrzywiając twarz w wyrazie wściekłości.
- Wynoś się stąd! – warknął na Ahonena. – Zostawcie mnie w spokoju, wszyscy! Chcę być sam!
Janne po raz trzeci tego ranka nie udało się ukryć zaskoczenia. Cofnął się nieco, przymykając drzwi.
- Vellu ma w środku jeszcze swoje bagaże... – oznajmił cicho.
- Vellu ma problem! Niech przyjdzie kiedy indziej!
Harri był autentycznie wściekły. Na wszystko i wszystkich, z Bystoelem na czele. Gdyby tylko było to możliwe, najchętniej udusiłby go gołymi rękami.
Więc przez tego kretyna, tego norweskiego pijaczynę przypadł mu tak parszywy los! To przez niego, wszystko przez niego! Nigdy mu tego nie wybaczy!
Czując na sobie wciąż spojrzenie żywych kolegów z kadry, Harri podniósł się w końcu i stanął przodem do drzwi. Gdzieś w jego środku miotała się wściekłość, kumulowała, szukała jakiegoś ujścia... Za uchylonymi drzwiami kryli się Janne i Veli-Matti. Harri rzucił im najbardziej nienawistne spojrzenie, na jakie było go stać, szczerząc wampirze kły i zaciskając pięści...

W tym momencie stało się coś dziwnego. Nagle, zupełnie same z siebie, drzwi do pokoju zamknęły się, z donośnym hukiem trzaskając o framugę. Impet uderzenia musiał być potężny – Harri równocześnie usłyszał łomot na korytarzu, wskazujący niechybnie, że stojący za drzwiami koledzy z drużyny poprzewracali się...
Na krótką chwilę wściekłość Harriego ustąpiła miejsca zaskoczeniu. Co się stało? Jak to się stało? Czy on to spowodował?...
Nie wiedzieć czemu, miał niezbite wrażenie, że Finowie po drugiej stronie drzwi zastanawiali się dokładnie nad tym samym.

***

I muzyczka na koniec. Jaki to utwór i kogo dotyczy, powinno być jasne. Co do wersji: uznałam, że oryginalna nie bardzo pasuje do Fin-Fiction, a z mnóstwa przeróbek właśnie ta najlepiej wpisuje się w klimat odcinka.

KomentarzeDodaj


Szablon psychodeliczny jak kurtki Finów i mój własny, grafika poskładana przeze mnie z moich rysunków.
łapki precz... mam narty i nie zawaham się ich użyć.

[ Starsze ]